Fot. materiał partnera

Stresujący tryb pracy, wysoko przetworzona żywność spożywana w pośpiechu i siedzący tryb życia sprawiają, że dolegliwości ze strony układu pokarmowego to niemal objaw cywilizacyjny. Ból zlokalizowany po prawej stronie, ostre kłucie czy przewlekłe wzdęcia najczęściej zrzucamy na karb ciężkostrawnego obiadu i łagodzimy domowymi sposobami. Pytanie brzmi: kiedy zgłosić się do lekarza, aby nie przeoczyć prawdziwej przyczyny problemu?

Każdy z nas doświadczył kiedyś dyskomfortu po zbyt obfitym posiłku. Uczucie pełności czy przejściowe wzdęcia zazwyczaj ustępują po kilkunastu godzinach, a filiżanka naparu z mięty rozwiązuje sprawę. Co jednak w sytuacji, gdy dolegliwości powracają jak bumerang lub wręcz się nasilają? Częstym błędem jest przewlekłe maskowanie problemu lekami przeciwbólowymi i rozkurczowymi. Przynoszą one chwilową ulgę, ale – co najważniejsze – nie leczą źródła problemu, a jedynie „usypiają” receptory odpowiedzialne za przesyłanie sygnałów alarmowych z naszego ciała.

Sygnały ostrzegawcze ogranizmu. Czego nie wolno bagatelizować?

Ludzki organizm bardzo precyzyjnie informuje nas o stanach zapalnych i anomaliach. Bardzo złym pomysłem jest bagatelizowanie bólu w nadbrzuszu, który charakterystycznie „promieniuje” w stronę pleców (może on sugerować problemy z trzustką). Równie podejrzane powinny być powtarzające się, ostre kolki pod prawym łukiem żebrowym (to zazwyczaj dolegliwości ze strony tzw. „przeładowanej” wątroby lub pęcherzyka żółciowego).

Z kolei rwący, silny ból schodzący od lędźwi w stronę pachwin to klasyczny książkowy objaw ataku kolki nerkowej, często zwiastujący przemieszczanie się złogów (czyli tzw. kamieni). Kiedy objawom tym towarzyszą dodatkowo nudności, wahania wagi czy niewyjaśnione problemy z wypróżnianiem, czas domowych kuracji dobiega końca. Lekarz pierwszego kontaktu, chirurg czy urolog w takich sytuacjach w pierwszej kolejności zlecą złoty standard diagnostyki – zajrzenie w głąb jamy brzusznej.

Ultradźwięki obnażają to, czego my nie widzimy

Podstawą działania współczesnej gastrologii i chorób wewnętrznych jest niezmiennie profilaktyczna diagnoza obrazowa. Jedną z najbardziej fascynujących, a jednocześnie najbezpieczniejszych metod „zajrzenia” do narządów wewnętrznych pozostaje badanie ultrasonograficzne (USG).

W przeciwieństwie do klasycznego prześwietlenia RTG nie wykorzystuje ono szkodliwego promieniowania jonizującego. Fale dźwiękowe o wysokiej częstotliwości – w pełni obojętne biologicznie nawet dla kobiet w ciąży i małych dzieci – wnikają w ciało poprzez żel ułatwiający poślizg głowicy, po czym odbijają się od tkanek z różną intensywnością. Zaawansowane komputery analizują ten powrót fali, tworząc w czasie rzeczywistym niezwykle dokładny obraz struktur miąższowych nerek, pęcherzyka żółciowego, wątroby, śledziony czy dużej aorty brzusznej. Na monitorze precyzyjnie widać powiększenia narządów, torbiele, naczyniaki, guzy oraz wszelkie niepokojące zmiany patologiczne.

Szybka diagnoza to lżejszy umysł. Jak nie czekać w kolejkach?

Dziś cała diagnostyka przebiega błyskawicznie, a na termin wcale nie trzeba długo czekać. Dla przykładu: wybierając prywatne placówki o wysokim standardzie kompetencyjnym i sprzętowym, takie jak Neomedica w Poznaniu, pacjent może liczyć na przyjęcie dosłownie z dnia na dzień. Dużym atutem jest fakt, że tuż w trakcie trwania wizyty lekarz na bieżąco analizuje narządy i informuje pacjenta o wynikach. Pacjent opuszcza gabinet ze zdjęciami i szczegółowym opisem ewentualnych złogów czy zmian, co natychmiast kwalifikuje go do dalszych, precyzyjnie dobranych zaleceń.

Tak wczesna, dosłownie kilkunastominutowa interwencja potrafi nie tylko zaoszczędzić nerwów, ale często zapobiega poważnym interwencjom chirurgicznym w przyszłości (np. usunięcia dróg żółciowych wywołanych nieleczoną kamicą).

Dobre przygotowanie to warunek ostrego obrazu

Warto pamiętać, że nawet najwyższej klasy sprzęt ultradźwiękowy napotyka na pewną fizyczną przeszkodę – gazy jelitowe. Zatrzymane w świetle układu pokarmowego powietrze działa jak bariera akustyczna, przez którą fale sonograficzne nie są w stanie efektywnie przeniknąć. Dlatego tak ważne jest staranne przygotowanie się pacjenta do wizyty ultrasonograficznej.

Na czym ono polega? Przede wszystkim badanie to bezwzględnie wymaga zjawienia się w gabinecie na czczo. Przynajmniej na 6-8 godzin przed skanowaniem powłok brzusznych należy unikać jakichkolwiek pokarmów. Absolutnie zabronione są także napoje gazowane, kawa oraz słodkie herbaty. Bezpieczna jest jedynie woda niegazowana. Specjaliści zalecają również unikanie żucia gumy przed wizytą, ponieważ odruch ten prowadzi do nieświadomego połykania znacznych porcji powietrza i tworzenia gazów w przewodzie pokarmowym. Częstą, polecaną praktyką (nawet na zapytanie u lekarza kierującego) jest przyjęcie dzień przed i rano w dniu badania ogólnodostępnego leku pochłaniającego gazy jelitowe.

Jedynym prawdziwym „minusem” ultrasonografii pozostaje więc wielogodzinny post. Gdy jednak przypomnimy sobie, że te kilkanaście minut bezbolesnego jeżdżenia głowicą po brzuchu dostarcza nam stuprocentowej wiedzy o stanie kilkunastu kluczowych do życia organów – zyski z tej wiedzy natychmiast przewyższają każdy przejściowy głód. Profilaktyka obrazowa to po prostu mądra inwestycja we własne zdrowie na lata.

***

Artykuł sponsorowany

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj